Jak znaleźć dobry dom dla kota?

O kotach ogólnie, nie tylko brytyjskich - jak się przygotować, jak sobie radzić z więcej niż jednym, koty a inne zwierzęta w domu, nie licząc dzieci :)
Awatar użytkownika
Paco
Posty: 21
Rejestracja: 08 kwie 2018, 20:42
Płeć: M
Skąd: WaWa

Jak znaleźć dobry dom dla kota?

Post autor: Paco »

Proszę o informację jak znaleźć dobry domek dla kota - może już ktoś przez to przechodził?
Niestety najprawdopodobniej nie wyjdzie nam dokocenie i kotka którą adoptowaliśmy będzie musiała nas w niedalekiej przyszłości opuścić - ale jeszcze walczymy. Powodów jest wiele i nie wiem czy ktoś chciałby tego posłuchać albo o tym podyskutować. Zależy mi na znalezieniu dobrego domu bo moim zdaniem kotka jest - nazwijmy to - specyficzna. Jest to 5-cioletnia kotka pohodowlana - trzymająca dystans do człowieka, żeby nie powiedzieć lekko nerwowa albo bojaźliwa. Dodatkowo na pewno też nie może być z innymi kotami - u mnie to nie wyszło i nie wyjdzie też gdzieś indziej. Marzy mi się aby zamieszkała w spokojnym domu ze spokojną osobą, która okaże jej cierpliwość podczas wzajemnego poznawania i nic od niej nie będzie wymagać - wtedy na pewno otworzy się i odwdzięczy się swoim przywiązaniem (jak to miało miejsce względem mnie) - choć z dystansem - jak na prawdziwego Brytyjczyka przystało.
Martwi mnie to, że kotka jest rasowa więc nie chciałbym aby ktoś ją przygarnął tylko z chęci zysku i dalszej odsprzedaży (bo żadna umowa przed tym nie zabezpieczy). Może lepszym rozwiązaniem byłaby "płatna adopcja" bo to już zawęża grono prawdziwie zainteresowanych osób ale pewnie też wyklucza osoby które mogły by dać jej naprawdę fajny domek.
Jak jej znaleźć dobry dom?
Dynastia
Agilisowy Rezydent
Posty: 1095
Rejestracja: 11 sie 2020, 16:07
Płeć: mężczyzna
Skąd: Poznań

Re: Jak znaleźć dobry dom dla kota?

Post autor: Dynastia »

Temat szeroki i chyba też wielowątkowy. Odpowiedzi na pewne pytania może pomogą Tobie w próbie dokoceenia lub znalezienia właściwej osoby. 1. Jakie kotka ma doświadczenia z hodowli? I relacje tam z ludźmi i innymi kotami. 2. Jakie Ty masz z nią a ona z pozostałymi mieszkańcami i kotami (kotem?) u Ciebie. 3. Jak przebiegała próba dokocenia? Jak zareagował rezydent? Mam skromne doświadczenia w dokocaniu; są na forum osoby z wielką wiedzą i doświadczeniem . Chętnie się podzielę uwagami, bo mi też jedno dokocenie nie wyszło, a kotek w nowym domku zaskoczył .
Awatar użytkownika
Dorszka
Administrator
Posty: 14237
Rejestracja: 22 lis 2008, 23:59
Płeć: Kobieta
Skąd: Wrocław
Kontakt:

Re: Jak znaleźć dobry dom dla kota?

Post autor: Dorszka »

Kotka jest pohodowlana, więc w całej "technicznej" stronie powinien pomóc hodowca. Trudno mi powiedzieć, jakie warunki wtedy ustali z nowym domem. Nie wiem, jaka umowę macie Państwo z hodowcą.
Awatar użytkownika
Paco
Posty: 21
Rejestracja: 08 kwie 2018, 20:42
Płeć: M
Skąd: WaWa

Re: Jak znaleźć dobry dom dla kota?

Post autor: Paco »

Dynastia pisze: 15 mar 2022, 01:31 Temat szeroki i chyba też wielowątkowy. [...]
Tak masz rację, że to temat szeroki i wielowątkowy. Postaram się odpowiedzieć na pytania tak dokładnie jak tylko umiem - tylko boję się, że zanudzę bo trochę mi się napisało - pewnie dlatego, że zależy mi na tym kotku...

1. Nie wiem jakie kotka ma doświadczenia z hodowli – kotka była opisana tak: „Kotka jest układna, nie wadzi nikomu, lubi nasze kocury a z kotkami nie wchodzi w negatywne interakcje. To kotka do spokojnego domu. Nie agresywna, ale także nie spragniona na razie trzymania na kolankach.” Tylko tyle wiem - reszty mogę się domyślać na podstawie tylko jednej wizyty przy okazji odbioru kotki - ale to są tylko moje przemyślenia.
To kotka pohodowlana więc moim zdaniem specyficzna – jej dotychczasowe życie płynęło zupełnie inaczej niż np. życie mojego rezydenta (który od początku miał styczność z ludźmi i żył z nimi 24h na dobę). Wyobrażam sobie, że życie kotki wyglądało co rok podobnie – zapłodnienie, ciąża, wychowywanie kociąt – i powtórka co 12 miesięcy przez 5 lat z rzędu. Hodowla jest prowadzona przez jedną osobę, która ma na głowie nie tylko tę jedną kotkę a i wiele innych kotów. Koty były w osobnych pomieszczeniach w osobnym budynku – koty do adopcji w parach kot+kotka – nie wiem jak inne tam koty żyją na co dzień ale mogę zakładać, że są w tych pomieszczeniach i kontakt z człowiekiem mają tylko przez czas czyszczenia kuwety i karmienia i może krótkiej zabawy jak sił i czasu starczy – w najmniej optymistycznej wersji mogę sobie wyobrazić, że są same w tych pomieszczeniach 23h na dobę a człowieka widzą przez 1 godzinę (piszę szczerze jak to zinterpretowałem – ale mogę się też mylić). A jakie kotka ma relacje z innymi ludźmi niż hodowca i innymi kotami? Kotka nie zna innych ludzi niż hodowca, miała sporadyczną styczność tylko z drugą osobą w hodowli (zastępstwo?) ale jak to było powiedziane „nie znali się dobrze”. Inne koty z hodowli? Z kastratem z pokoju znała się dobrze i to widziałem, chyba też znała koty z drugiej pary do adopcji. Jak z resztą kotów – nie wiem ale chyba w hodowli raczej koty nie chodzą samopas więc zakładam, że jeśli w ogóle dodatkowe kontakty są – to sporadyczne.

2. Kotka jest ze mną 4 miesiące. U mnie panuje kocia zasada „kot nic nie musi a wszystko może” więc na nią nie naciskam, idziemy trybem poznawania jaki ona narzuca. Moim zdaniem mam najlepsze jakie w tej sytuacji mogę mieć z nią relacje – widać, że jak mnie widzi to się cieszy, ogon do góry i ocieranie się o meble i mruczenie. Ale nie pozwala abym do niej podszedł – mogę na wyciągnięcie ręki, powąchanie i nic więcej, w tył zwrot i na bezpieczną odległość. Karmienie to inna historia – wtedy podchodzi do miski i gdy je to mogę głaskać do woli, skończy to i koniec głaskania. Bawić bawi się chętnie, sama albo piórkiem ze mną. Wieczorem mamy rytuał – przywołuję ją klepnięciem ręką o łóżko wtedy przychodzi do mnie, wskakuje i zaczyna się festiwal głaskania aż iskry lecą (autentycznie – ten kot się elektryzuje :) ) - głaszczemy się ze wszystkich stron, mruczymy, stepujemy, ugniatamy łapkami pościel a ostatnio przewracamy się na grzbiet i przez 15 sekund spokojnie możemy masować brzuszek) – potem układa się obok mnie i razem oglądamy TV (chyba pierwszy raz widzi TV bo siedzi i patrzy jak zahipnotyzowana) i często potem idziemy razem spać. A i ostatnio doszły poranki – kiedy zobaczy, że już nie śpię to najpierw słyszę ‘miał’ a potem przybiega do mnie na poranne głaskanie – a potem na kolejny kontakt ‘cielesny’ trzeba czekać do wieczora bo w ciągi dnia już nie będę mógł do niej podejść – jak to zrobię to odsunie się na bezpieczną odległość.
Generalnie przypomina mi rybkę Dory z bajki ‘Gdzie jest Nemo’ – tę która co chwila zapominała, że już kogoś poznała – przez chwilę kotka jest twoim przyjacielem a za chwilę zachowuje się jakby cię nie znała i widziała pierwszy raz.
Tak to wygląda od tej fajnej strony – bo w domu jest na czwórka. Żona jest traktowana jako dostawca jedzenia – jest postęp bo podczas karmienia może już ją pogłaskać – i tyle. „Dzieci” (18+16 lat) nie mogą się zbliżyć do kotka – kotka chowa się do pudełka i na nich syczy. Niedawno powiedziałem starszemu, że by na to nie patrzył, że ona jest u nas już tyle czasu i tylko straszy i aby spróbował ją pogłaskać – no i jednak nie tylko straszy ale naprawdę się boi i go zadrapała.
Kilka razy musiałem ją złapać aby obciąć jej pazurki i wyczyścić oczy – naprawdę serce się krajało i prawie łzy miałem w oczach – ja stary facet – te jej zrezygnowane oczy kiedy nie ma gdzie się schować więc w desperacji wpada i kładzie się w miskach z jedzeniem bo nie ma gdzie uciec – dość powiedzieć, że w trakcie próby łapania kotka w biegu wypróżniała się (!) - jaki to musi być stres dla niej – a przecież jest u mnie kilka miesięcy, zna już mnie, nie gonię ją krzycząc czy tupiąc – straszne.
Generalnie odbieram ją jako nieufną i bojaźliwą - gdy bym nie wiedział, że jest z hodowli to bym myślał, że to jakiś dzikusek. W domu jest bardzo cicho, pracujemy z domu przy komputerach a dzieci siedzą zamknięte w pokojach przed komputerami. Kotka reaguje nagłym odwracaniem się na każdy dźwięk – szuranie kapci, pstrykniecie palcami, przesuniecie krzesła – słyszy dźwięki z kuchni na parterze i wtedy nieruchomieje. Dotknięcie kotki z zaskoczenia kiedy np. już dłuższy czas leży obok mnie ale patrzy w inną stronę skutkuje takim jej ‘chrumknięcięm’ i gwałtownym odwróceniem się – tak jakby chciała przekazać: ‘ej – nie rób tak – nie zaskakuj!’. Kiedy leży obok mnie to muszę być nieruchomo – bo jak poruszę nogą to ona wtedy wstanie i odejdzie na bezpieczną odległość. Zresztą bardzo rzadko leży na otwartej przestrzeni – woli wejść i siedzieć w pudełku – myślę, że to daje jej jako takie poczucie bezpieczeństwa.

3. Ale to wszystko nic – wydaje mi się że dochodzimy do sedna problemu – dokocenie czyli drugi kot. Bo gdyby nie dokocenie to nie było by problemu – pisałem że kotka nic nie musi więc ze mną by się zaprzyjaźniła po pół roku, z żoną po roku a z dziećmi po 2 latach – to dla mnie nie problem. Problemem są relacje z kotem rezydentem i powiem szczerze, że tych problemów się nie spodziewałem bo wydaje się, że kotka z hodowli ma kontakt z innymi kotami więc w tej kwestii nie powinno być problemu – a i opis dodatkowo mówił: „Kotka jest układna, nie wadzi nikomu, lubi nasze kocury” – naprawdę myślałem, że o to nie muszę się martwić i kwestia zaprzyjaźnienia kotów nie istnieje i muszę tylko skoncentrować się na zaprzyjaźnianiu się kotki z ludźmi.
Rezydent jest w wieku kotki, zbliża się do 5 lat i jest kotem brytyjskim. W moich oczach jest dużą gapą, ostoją spokoju, nie sprawiającą żadnych problemów. Ufny, przychodzi do każdego odwiedzającego nasz dom. Każdy weterynarz dziwi się, że jest taki opanowany podczas wizyt, nic go nie wyprowadza ze stanu równowagi. Do tej pory nie miał kontaktu z innymi kotami więc nową kotkę traktował jako wielką niewiadomą nowość. Niestety kotka się go boi i ze strachu robi się agresywna względem niego. Początkowo rezydent patrzył z daleka co to się w domu pojawiło – kotka się chowała i syczała. Po kilku dniach rezydent podchodził bliżej nie patrząc na niezadowolenie kotki i jej gardłowe buczenia. Aż do czasu aż podszedł za blisko i dostał łomot – zaszokowany nie wiedział co się dzieje. No ale jak dostał łomot to sobie zapamiętał, że te nowe stworzenie go pobiło to teraz kiedy je widzi, to nawet nie zastanawia się co zrobić tylko sam biegnie do niej aby ją wygrzmocić. I tak od 2 miesięcy nic się nie zmienia – kotka widząc rezydenta syczy, rezydent próbuje do niej podejść i zostaje ‘zaatakowany’ przez kotkę – a następnego dnia jest zmiana bo sobie to zapamiętuje wtedy to on od razu do niej leci z łapami.
Moim zdaniem kotka to robi ze strachu – do mnie i żony się przekonała, ale nadal boi się dzieci i nieznanych dźwięków - nadal się boi ‘obcego’ kota choć ten nie dał jej żadnych powodów do tego ‘bania się’ – i ze względu na ten strach reaguje agresją jeśli rezydent się do niej zbliży – a rezydent na początku zbliżał się z ciekawości a teraz podejrzewam, że nauczył się, że drugi kot to zawsze bójka więc już nie czeka i sam ją zaczyna – błędne koło.

A jak przebiegała sama próba dokocenia? Moim zdaniem wg wszelkich prawideł co potwierdziła behawiorystka (z wyjątkiem jedzenia na zawołanie przez drzwi bo rezydent miskę ma zawsze pełną więc nie chciałem zmieniać jego zachowań). Kotka zamieszkała ze mną w jednym pokoju z pełnym kocim wyposażeniem – nikt do niego nie wchodził oprócz mnie i sporadycznie żony. Kotka po przybyciu i wyjściu z transporterka wlazła pod łóżko i generalnie przesiedziała tam 2 tygodnie wychodząc na posiłki i próby zabaw ze mną. Rezydent w tym czasie czasem siedział pod drzwiami ale nawet nie próbował wejść do pokoju – raczej był zdziwiony, że kiedyś mógł a teraz nie może. Drzwi nie są przezroczyste więc koty się nie widziały ale pewnie czuły przez szczelinę pod nimi. Po tygodniu zaczęliśmy zamieniać koty pokojami – rezydent wchodził i zwiedzał pokój nowego kota, a nowy kot w tym samym czasie był przenoszony do pokoju rezydenta. A kiedy rezydent spał w zamknięciu kotka zwiedzała dom. Po 2 tygodniach otworzyliśmy drzwi aby koty się zobaczyły – kotka czmychnęła pod łóżko a rezydent zrobił obchód pokoju. Przez kolejne 2 dni sytuacja się powtarzała aż rezydent zdecydował się też wejść pod łóżko – kotka syczała więc rezydent nie podchodził. Wytrzymał tak może kolejne 2 dni i zdecydował się podejść bliżej – kotka syczała, bulgotała no i rezydent dostał parę razy z łapy – wyszedł otumaniony. A za kolejnym razem już nie czekał tylko pierwszy doskoczył sprać kotkę. Jako, ze kotka siedziała pod łóżkiem i rezydent tam właził do niej to postanowiliśmy zmienić pokój kotki na taki aby koty nie mogły wejść pod łóżko bo wtedy traciliśmy kontrolę nad wydarzeniami. Tak więc po miesiącu nastąpiła zmiana pokoju – i zaczęliśmy się dodatkowo wspomagać feromonami ale nie zaobserwowałem żadnych zmian. W drzwiach zamontowałem siatkę tak aby koty nie miały do siebie dostępu ale się widziały. To chyba też nie pomaga bo kotka tylko jak widzi z daleka rezydenta to próbuje się schować – na pewno koty nie patrzą uporczywie na siebie przez tę siatkę. Od czasu do czasu pod kontrolą otwieram drzwi – oczywiście nowy kot z pokoju wtedy nie wychodzi ale rezydent korzysta z zaproszenia i przychodzi. W nowym pokoju kotka może schować się w kociej pufie albo kocim schowku pod drapaczkiem – i tak robi kiedy rezydent wchodzi (oczywiście pod kontrolą). Wtedy rezydent tradycyjnie robi obchód a na koniec podchodzi do kryjówki kotki i jak podejdzie za blisko to dostaje łomot - a drugi wariant to wchodzi do pokoju i nie robi obchodu tylko od razu on pierwszy idzie wygrzmocić kotkę.
Generalnie powtórzę się – moim zdaniem kotka się go boi – syczy i buczy na niego – i stąd pewnie agresja czy atak jak podejdzie za blisko – a rezydent już poczuł na własnej skórze, że nowy kot to bęcki więc nie ma co na nie czekać tylko samemu zacząć grzmocić przeciwnika.

Podsumowując – koty ciągle żyją oddzielnie, kotka mieszka ze mną w pokoju, do mnie się prawie przyzwyczaiła, żonę prawie akceptuje, ale dzieci i kota się ciągle boi. Na jej akceptację domowników mogę czekać i 100 lat ale na porozumienie między kotami tyle czasu nie możemy czekać bo koty tyle nie żyją – a poza tym co to kocie życie. Kotka chyba ze swojej natury jest ‘nerwowa’/nieufna/bojaźliwa a obecność drugiego kota to jeszcze potęguje – mimo że ma swój własny pokój i tyle czasu już razem mieszkamy to ciągle chodzi oglądając się za siebie i kiedy przechodzi koło drzwi to zawsze na nie spogląda. Nawet w tym swoim pokoju chyba nie czuje się bezpiecznie – nigdy nie położy się na widoku na kanapie czy krześle – chowa się w swoim schowku pod drapaczkiem albo w pudełku jakie jej przygotowałem – myślę, że żyje w ciągłym stresie. To nie jest dobre kocie życie.

Nie wiem czy to tylko ja mam takiego ‘pecha’ czy może mój przypadek jest szczególny? Wczoraj szukając informacji tu na Forum trafiłem na takie słowa forumowiczki : „hodowle jeśli sprzedają do adopcji kotka starszego, to zapewne nie bez powodu wydają koty tylko i wyłącznie do domu bez innych zwierząt, a często również bez dzieci.” Ja trafiłem na hodowlę gdzie hodowca nie widział problemu aby kotka była z innym nieznajomym kotem. Patrząc z perspektywy to był chyba błąd – chyba takie koty rzeczywiście powinny trafiać do domów gdzie są same – bo inaczej generuje to kupę niepotrzebnych problemów i dotyka obu kotów. Jeśli ta kotka trafiłaby do domu bez kota to po pokonaniu pierwszych problemów ze zmianą otoczenia i zapoznaniu z domownikami – może nie po tygodniu czy miesiącu – ale na pewno po pół roku czy roku wszystko by było poukładane – bo to super fajny kotek – tylko potrzebuje dobrych warunków i dużo czasu i cierpliwości. U mnie pierwsza próba nie wyszła i z tego co widzę kolejna próba raczej nie wskazuje na radykalną zmianę i przełom - choć wciąż działamy i walczymy – ale moim zdaniem ten kotek taki jest i już - dlatego już na wszelki wypadek szukam informacji jak jej znaleźć fajny domek – bo po 5 latach w hodowli i nieudanej próbie dokocenia ta kotka na niego zasługuje (jak i każdy inny kot).
Awatar użytkownika
Paco
Posty: 21
Rejestracja: 08 kwie 2018, 20:42
Płeć: M
Skąd: WaWa

Re: Jak znaleźć dobry dom dla kota?

Post autor: Paco »

Dorszka pisze: 15 mar 2022, 10:11 Kotka jest pohodowlana, więc w całej "technicznej" stronie powinien pomóc hodowca. Trudno mi powiedzieć, jakie warunki wtedy ustali z nowym domem. Nie wiem, jaka umowę macie Państwo z hodowcą.
Umowę mamy chyba standardową – jej istotne w tej sprawie punkty to chyba:
„4. Nabywca oświadcza, iż kot nie będzie porzucony, sprzedany do sklepu, oddany do laboratorium lub schroniska.
5. Adoptujący informuje o każdym przekazaniu Kota w inne miejsce lub zmianie adresu zamieszkania. W przypadku przekazania kota, nabywca zabezpieczy odpowiednią umową opartą na tej umowie.
9. Adoptujący przekaże Hodowli niezbędne informacje o Kocie, zwłaszcza w okresie jego aklimatyzacji, drogą najbardziej dogodną dla Adoptującego (poczta elektroniczna/telefon/list); szczególnie o ewentualnych problemach z ich przystosowaniem w nowym miejscu.”

Przy zakupie poruszałem kwestię potencjalnej nieudanej adopcji i pytałem czy w takiej sytuacji hodowca mi pomoże znaleźć nowy dom dla kota. Hodowca powiedział, że kiedyś przyjmował z powrotem koty ale od pewnego czasu już tego nie robi, ale obiecał pomoc. Zgodnie z umową informowałem go co jakiś czas jak rozwija się sytuacja – podczas ostatniej rozmowy polecił kontakt z behawiorystą. Jesteśmy po konsultacji i w trakcie wdrażania zaleceń. Tak naprawdę to robimy reset bo poprzednie wprowadzenie było przeprowadzone wg sztuki zapoznawania kotów – jesteśmy w trakcie drugiego podejścia a jego szanse powodzenia zostały ocenione 50 na 50 %.
Nie chcę być pesymistą ale zakładam najgorsze więc moje niepowodzenie – stąd moja prośba o informacje jak znaleźć dobry dom. Konkretnych ustaleń z hodowcą jak widać nie mam, tylko ustne zapewnienia – oczywiście jeśli dokocenie się nie powiedzie to go o tym poinformuję ale tak naprawdę to nie wiem czego mogę się od niego spodziewać bo przy ostatniej rozmowie, kiedy przekazywałem hodowcy (zgodnie z zapisem w umowie) informacje o problemach z przystosowaniem kotki w nowym miejscu to hodowca się mnie pytał czego od niego właściwie oczekuję - więc rodzi się pytanie po co ten punkt umowy...
Chciałbym po prostu zapewnić kotu fajny dom, jeśli u mnie nie wyjdzie to gdzieś indziej – no ale formalnie to ja kupiłem tego kota więc formalnie to tylko mój problem. Na stronie hodowli można znaleźć informację, że w tamtym roku hodowca przeznaczył do adopcji 4 koty – w tym roku ma zaplanowane następne 5 kotów do adopcji – pewnie też dojdą dodatkowo mioty na sprzedaż – więc ma już dużą ilość kotów do rozprowadzenia – rozumiem więc że takie nieudane dokocenie to dodatkowy problem z którym formalnie chyba nie musi się mierzyć, dlatego nie wiem czego mogę się w takiej sytuacji od hodowcy spodziewać...

Ale z ciekawości zapytam czy ktoś z doświadczenia wie jak to przeważnie się rozwiązuje? Czy to hodowca znajduje nowy dom dla kota a ja go po prostu przekazuję? Bo mogę zrozumieć, że powrót kota jest wykluczony z uwagi na dobro innych kotów w hodowli...
Awatar użytkownika
Dorszka
Administrator
Posty: 14237
Rejestracja: 22 lis 2008, 23:59
Płeć: Kobieta
Skąd: Wrocław
Kontakt:

Re: Jak znaleźć dobry dom dla kota?

Post autor: Dorszka »

Powiem szczerze, że bardzo trudno mi się to czytało.
To kotka pohodowlana więc moim zdaniem specyficzna – jej dotychczasowe życie płynęło zupełnie inaczej niż np. życie mojego rezydenta (który od początku miał styczność z ludźmi i żył z nimi 24h na dobę).
Tak powinno wyglądać życie każdego kota, niezależnie od tego czy jest hodowlany czy nie. Pęka mi serce, gdy czytam o takich hodowlach jak Pan opisał. Ale nie będę ciągnąć tego tematu.

Z tego co widzę, ma Pan umowę typową przy wydawaniu kociąt. Hodowca nie widzi możliwości powrotu kotki, ale szczerze mówiąc w tej sytuacji nie próbowałabym nawet jej tam oddawać, mimo wszystkich opisanych przez Pana trudności proszę się nie łudzić, że jej życie tam było różowe. Hodowcy bardzo rzadko potrafią trafnie ocenić i zinterpretować relacje pomiędzy kotami, biorąc depresję i rezygnację za "dogadywanie się". Są oczywiście hodowcy fantastycznie rozwijający swoją wiedzę o kocim behawiorze, ale jest to niestety niewielki procent. O osobie, która rozmnaża koty w osobnych pomieszczeniach, skazując na życie bez człowieka, nie będę nawet myśleć w kategoriach odpowiedzialnego hodowcy, to zwykły rozmnażacz.

Nie chcę się wtrącać do prowadzenia innego behawiorysty, więc nie będę dociekać zaleceń. Z opisu samego przebiegu dokocenia obawiam się, że niekoniecznie postawiony był w nim nacisk na to, co w dokoceniu jest najważniejsze - nie jest to trwające tygodniami izolowanie kotów za drzwiami czy usilne zbliżanie poprzez posiłki lub zabawę, chociaż wiem, że mnóstwo tego typu zaleceń znalazł Pan w Internecie i różnych kocich grupach. Ale jak powiedziałam, nie będę tutaj grzebać, bo wyjdę na wścibską jędzę :) Chciałabym jednak zaproponować Panu udział w moim piątkowym webinarze na temat agresji. Tak naprawdę będziemy rozmawiać na temat zachowań w ogóle, a tych określanych jako agresywne w szczególności. W ten weekend już nie zdążę, ale jeśli dołączy Pan w ten piątek i uzna wieczór za dobrze spędzony czas, zapraszam również na odsłuchanie mojego webinaru na temat dokoceń, z dużą ilością przykładów, rozwiązań i przypadków. To zaproszenia, proszę więc tylko wypełnić formularz i w miejscu, w którym proszę o dane do faktury, proszę wpisać nick z forum. Mam nadzieję, że znajdzie Pan czas i spotka się ze mną na webinarze, bo przeczytałam wszystko, i chociaż pisze Pan o wyczerpaniu możliwości, ja widzę w tym wszystkim zupełnie inny ładunek emocjonalny.

Zapraszam w piątek, o godzinie 19. Proszę tylko wypełnić formularz, bo muszę mieć mail, na który wyślę link do spotkania i materiały.

https://docs.google.com/forms/d/1IoRE7J ... WHzWHR_uU/
Awatar użytkownika
Paco
Posty: 21
Rejestracja: 08 kwie 2018, 20:42
Płeć: M
Skąd: WaWa

Re: Jak znaleźć dobry dom dla kota?

Post autor: Paco »

Hodowla od której kupiłem kotkę wydaje się być normalną hodowlą, ma chyba wszystkie potrzebne certyfikaty i zezwolenia i ma dobre komentarza. Nie chciałbym być źle zrozumiany i wyrządzać krzywdę hodowcy swoimi spostrzeżeniami i wyciąganiem wniosków bo byłem tam tylko przez chwilę jeden raz i mogę się mylić. Ale posiadając u siebie kotkę już 4 miesiące to niestety dochodzę do takich wniosków jak już pisałem. Mogę porównać je też do wrażeń z wizyty kiedy odbierałem rezydenta z hodowli parę lat temu.
Rezydenta odbierałem z hodowli mieszczącej się 3 pokojach w bloku - były tam 2 panie do posługiwania kotom i 2 kocie pary do płodzenia - byłem wtedy trochę przerażony, że te koty nie mają gdzie żyć a teraz patrząc z perspektywy to tam koty były przez 24h na dobę z ludźmi - jestem skłonny uwierzyć, że te 2 osoby mogły ogarnąć 2 pokoje kotów - ba nawet musiały bo tam po prostu z nimi mieszkały.
Kotkę zaś odebrałem 4 miesiące temu z hodowli która mieści się z osobnym budynku który jest również hotelem dla kotów. Kotów było tam sporo więc i pracy przy nich jest sporo a zajmuje się nimi jedna osoba - nikt tam nie mieszkał na stałe z tymi kotami (dom mieszkalny jest obok) - moim zdaniem te koty widziały człowieka tylko w porach sprzątania i karmienia - może przesadzam i krzywdzę hodowcę takim wyobrażeniem sytuacji ale myślę, że kot miał tam kontakt z człowiekiem może przez 1h na dobę a 23 h siedział sam, albo może w grupie innych kotów. Znów wyobrażam sobie, że większość czasu jest poświęcana dla młodych kotów aby je socjalizować przed wydaniem, nauczyć zachowań, kuwety itp - te starsze 'przemysłowe koty' chyba nie są w centrum uwagi - mają być po prostu zdrowe i robić swoje. Myślę, że małym kotkom na oddanie to nie szkodzi - ta sytuacja ich nie dotyka bo zaraz idą w świat - to dotyka tylko dorosłych tych kotów na których opiera się hodowla. Jeszcze raz przepraszam ale tak to sobie w głowie poukładałem tłumacząc zachowanie adoptowanej kotki - ale mogę się mylić i np. jakiś konkretny problem ma tylko ta kotka, którą adoptowałem.

Ale jeszcze jedna rzecz mnie dziwi - choć z racji wieku już chyba nie powinna - taka po prostu ludzka rzecz - wczoraj np. przeczytałem na Forum ogłoszenie 'Poszukiwany dom dla czarnej koteczki Mimi.' - a w treści jest takie zdanie "Dotychczasowa właścicielka [...], jej marzeniem jest kontakt z nowym Mimkowym domkiem, wiadomość że u Mimci wszystko ok". Może za dużo sobie wyobrażam, ale fajnie byłoby otrzymać zapytanie od poprzedniego właściciela jak się czuje adoptowana kotka w nowym domu, czy jest jest jej tam dobrze - zwłaszcza, że w ogłoszeniu o adopcji hodowca napisał: "Każdy z kotów jest dla mnie ważny i kastracje podyktowane były dobrem kotów a nie chęcią zysku [...] urodziły się na moich rękach i spędziły ze mną całe życie." Brak takiego zainteresowania czyni moim zdaniem to umowę 'adopcyjną' typową umowa kupna-sprzedaży, coś jak adopcja 5-cioletniego używanego auta - ale może to jest normalne w życiu tylko ja za dużo sobie wyobrażam będąc zapatrzony w tę kotkę?

Myślę właśnie nad kwestią którą Pani poruszyła: "Hodowcy bardzo rzadko potrafią trafnie ocenić i zinterpretować relacje pomiędzy kotami, biorąc depresję i rezygnację za "dogadywanie się"." - wiem że ciężko na odległość i po paru moich słowach coś napisać o konkretnym przypadku ale im dłużej nad tym myślę to coś w tym jest. Nie wiem czy kotka może mieć depresję ale moim zdaniem na pewno kotka nie dąży do nawiązania kontaktu, podejrzewam, że ona chce się "dogadać" z nowym kotem właśnie poprzez zejście mu z drogi - nie ma ochoty na jego zapoznanie, nie zrobiła ani jednego kroku w tym celu - w sumie można powiedzieć, że jest układna i dlatego na jego widok chowa się do pufy czy pudełka. Nie wiem tylko jak ona zapoznawała się z innymi kotami w hodowli - wiem już, że podczas rui kotka sama zaprasza kocura, ale jak ona potem z nimi czy innymi kotami żyła - ugodowo schodząc im z drogi, nie wiem...

A odnośnie zaleceń behawiorystycznych to proszę bardzo dociekać - jeśli to może pomóc kotce to możemy i musimy o tym rozmawiać jeśli Pani może - to ja niech będę tym 'jędzem' :) i napiszę jak to wygląda. Pokrótce jak już napisałem jest to reset - koty mają się nie widzieć przez dajmy na to 2 tygodnie aby na ile to możliwe wrócić do sytuacji wyjściowej, mają być karmione o tych samych porach pod drzwiami, potem drzwi zastępujemy siatką i jak już będą obok siebie jadły albo będą na siebie spokojnie reagować to ma dojść do spotkania.

A teraz napiszę dlaczego to słabo widzę - ale proszę tego nie brać, że mi nie zależy i dlatego tak pesymistycznie to widzę - bo zależy i to bardzo, stąd wizyta i konsultacje behawiorystyczne i dalsza praca z kotką choć kolejne miesiące mijają.

Pierwsza rzecz - zapomnienie. Moim zdaniem chyba koty nie zapominają - przynajmniej w tak krótkim czasie. Przecież w domu jest już od kilku miesięcy ich zapach. Rezydent wie, że za drzwiami jest drugi kot - może nie cały czas ale często siedzi pod tymi drzwiami i choć nic przez matową szybę nie widzi to wpatruje się w szparę pod nimi. Z drugiej strony kotka wie i pamięta, że w domu jest kot - nawet dziś rano kiedy rezydent spał zamknięty w innym pokoju to otworzyłem jej drzwi aby mogła sobie pochodzić po domu. Nie wyszła - przechodziła po pokoju obok otwartych drzwi wpatrując się w korytarz, robiła kółko i zawracała przystając przy otwartych drzwiach i znów patrząc w korytarz, potem szła za kanapę i zza niej wyglądała wpatrując się w otwarte drzwi - ale nawet do nich nie podeszła - a kiedy usłyszała hałasy w kuchni na parterze to tradycyjnie schowała się pudełku.

Druga rzecz - jedzenie kotów razem za drzwiami. Tu widzę problem z rezydentem i po prostu nie chcę go 'popsuć' przy okazji 'naprawy' kotki. Rezydent je tylko suchą karmę i sam sobie ją dawkuje - wiem, że jest teoria że kot nie powinien mieć ciągłego dostępu do miski ale mój rezydent nie ma z tym problemu - nie objada się, nie tyje - jest to dziwne nawet dla lekarzy weterynarii ale tak jest - i to chciałbym utrzymać i boje się, że jak mu zacznę zabierać miskę i żądać od niego jedzenia na czas to on zacznie się napychać na zapas bo nie będzie wiedzieć co się dzieje i czemu mu te żarcie zaczęło znikać - i żeby mu te jedzenie na zapas już nie zostało na stałe. Kotka je mokre więc tu problemu nie ma, dostaje je na czas.

Trzecia rzecz - jedzenie razem przez kratę. Jeśli kotka nie chce wyjść zza drzwi i zwiedzać dom w czasie kiedy rezydent śpi i jest bezpieczna to nie podejdzie do kraty kiedy będzie przy niej rezydent - na tyle na ile ją poznałem to ucieknie do pudełka i będzie wolała siedzieć tam głodna niż podejść do jedzenia przy kracie. Wiem, że głód powinien ją zmusić do wyjścia - taka jest teoria - ale naprawdę to słabo widzę na tyle jak ją poznałem - to będzie wielki dla niej stres - jeśli się rzeczywiście przełamie i podejdzie do jedzenia.

Spotkanie. Widzę jak teraz kotka reaguje na rezydenta jeśli go zobaczy z daleka - jest to bardzo przykry widok - przypada do ziemi i brzuchem szoruje po podłodze - jak uciekający szczur którego chcą zatłuc kijami - i pędzi do swojego schowka a potem przez dłuższy czas z niego nie wychodzi aż się upewni albo ja ją zapewnię, że rezydenta nie ma w pobliżu. Widząc to i pamiętając ich poprzednie spotkania ciągle mam te same obawy.

Dodatkowo - wczoraj obcinaliśmy pazurki i czyściliśmy oczka - znamy się już kilka miesięcy ale znów nie obyło się bez łowów - chowała się gdzie mogła, najpierw pudełko, potem schowek pod drapaczkiem - ostatecznie kotkę wyjąłem z kuwety gdzie się schowała bo to było ostatnie wg niej bezpieczne miejsce - naprawdę, źle się z tym czuję, kiedy muszę ją wbrew jej woli wyciągać z miejsc, które one traktuje jako bezpieczne a ja jej to bezpieczeństwo burzę (choć i tak go ma tak mało albo wcale).

No ale zaciskam zęby - wszystko to robimy po to aby te moje obawy okazały się płonne i aby dokocenie wreszcie zakończyło się sukcesem.

Na koniec zaintrygowały mnie Pani słowa o dokoceniu: "niekoniecznie postawiony był w nim nacisk na to, co w dokoceniu jest najważniejsze - nie jest to trwające tygodniami izolowanie kotów za drzwiami czy usilne zbliżanie poprzez posiłki lub zabawę, chociaż wiem, że mnóstwo tego typu zaleceń znalazł Pan w Internecie i różnych kocich grupach." - co miała Pani na myśli - co jest najważniejsze? Bo ma Pani rację, że internet jest pełen porad na temat dokocenia, które mówią, że po 2 tygodniach kotki już "żyły długo i szczęśliwie" - a wszystkie odstępstwa od tej reguły są traktowane zdaniem "niekiedy proces dokocenia może potrwać dłużej" - dłużej to 4 tygodnie, miesiąc, 6 miesięcy czy rok albo 2 lata? Bo oczywiście pomijam "dobre rady" w stylu wpuścić kota i niech sobie wyjaśnią, dotknąć kotki noskami, czy zostawić nowego kota w transporterku a rezydent nich go sobie obejrzy.

Dziękuję też za zaproszenie na spotkanie - postaram się uczestniczyć.
Dynastia
Agilisowy Rezydent
Posty: 1095
Rejestracja: 11 sie 2020, 16:07
Płeć: mężczyzna
Skąd: Poznań

Re: Jak znaleźć dobry dom dla kota?

Post autor: Dynastia »

W pełni rozumiem Twoją złość. Nie brałeś anonimowego kota po przejściach, z ulicy. W domach tymczasowych opiekunowie stają na rzęsach, by kotom poprawić los i przekonać, że ludzie są fajni, a tu – w miejscu, które niejako powinno być przykładem relacji kot-człowiek, liczy sie tylko ... cash.

Myślę, że właśnie spotkałeś kotkę, która miała absolutny deficyt bliskości człowieka - i zdziwiła się, że może być fajnie. I stąd też jej strach przed innymi. Nie chce Cię niejako stracić - a rezydent daje to niebezpieczeństwo.
Inna sprawa to zapach - może coś jej nie pasuje, albo po prostu ma złe doświadczenia z hodowli. Może nie lubi facetów? ( nie pisałeś kiedy była sterylizowana) Może to jeszcze hormony - nie mam na ten temat żadnej wiedzy.

Sam przeszedłem jedno dokocenie nieudane ( szerzej w wątkach z Napoleonem, w kilku tematach i moim Dynastycznym).
W skrócie - nowy kot absolutnie mnie pokochał, ale dość długo siedział sam (kwarantanna, kastarcja, zrzut testosteronu). Po tym czasie swój pokój traktował jako swój teren, na co pozostałe nie wyrażały zgody. Do tego doszła ewidentna niechęć jednego z rezydentów (Brytek półkrwi ;-)) ). I przenoszenie agresji. Nic nie pomagało. Nie było warczenia, tylko od razu łapoczyny.

To było bardzo trudne i trwało 10 mies. (faktem jest, że wprowadzałem długie okresy resetu kontaktu, ale to na niewiele się zdawało). Skutkiem było rozpoczęcie siusiania poza kuwetą przez głównego adwersarza.

Całe szczęście znalazłem pocztą pantoflową dom. Tam była już kotka - bardzo się baliśmy, ale udało się.
Nie wiem jak się skończy Wasza historia. Trzymam kciuki, żeby szczęśliwie. Merytorycznie jesteś w "najlepszych rękach" P. Doroty :) :)

Co do szukania domu ... podzielam wszystkie Twoje obawy, dlatego myślę, że najlepiej ( ale też najtrudniej) szukać wśród zaufanych.
Aha... odpuścilismy pazurki ... a śpiochy z oczu wyrzucam kciukami podczas miziania ( ot tak przypadkowo :mrgreen: )
Awatar użytkownika
Paco
Posty: 21
Rejestracja: 08 kwie 2018, 20:42
Płeć: M
Skąd: WaWa

Re: Jak znaleźć dobry dom dla kota?

Post autor: Paco »

Nie, ja nie jestem zły - jest mi tylko potwornie szkoda tej kotki bo to ona jest tu najważniejsza. Jeśli nie uda się nam zamieszkać razem a ona znajdzie fajny domek to nie będzie mi szkoda ani pieniędzy na nią wydanych ani czasu jej poświęconego. Moim zdaniem powinna trafić do domu, gdzie powinna być sama. Od początku widać moim zdaniem, że ma problem z relacjami do ludzi (no i z innymi kotami), ja odbieram to jako obawę\wycofanie czy strach\nieufność - bardzo powoli się do nas przyzwyczaja, żeby nie powiedzieć oswaja. Każdy ruch i prawie każdy hałas ją stresuje. Właśnie nawet teraz syn po szkole przyszedł do nas do pokoju zobaczyć co dziś u kotki - kotka siedziała pod krzesełkiem a kiedy on chciał podejść do niej to uciekła do swojego azylu, do pudełka. Powiedziałem synowi aby wziął piórko i jej przed pudełkiem pomachał to może do niego wyjdzie - nie wyszła, a kiedy się schylił i usiadł przed pudełkiem to tradycyjnie na niego nasyczała. Ja z nią mieszkam w pokoju prawie 24h na dobę - syna kotka widuje rzadziej ale minimum 2 x dziennie więc widziała go już co najmniej 180 razy - więc dlaczego na niego syczy? I nie jest to problem jednego syna bo z drugim jest tak samo. A jeśli kotka ma problem z akceptacją ludzi którzy widząc jaka ona jest to nie naciskają na kontakt to jak sobie kotka poradzi z rezydentem, który tego nie rozumie i naciska na kontakt? Ale i tak widzę ogromny postęp przynajmniej względem mnie w porównaniu do tego co było na początku a nawet jeszcze nie dawno. Dochodzi teraz do tego, że kiedy wychodzę z pokoju to po paru minutach słychać głośne pomiaukiwania z pokoju gdzie została - ja się dziwię, bo przecież jak ktoś wejdzie do pokoju to kotka raczej się chowa do pudełka, a jak wszyscy wyjdą z pokoju to nagle kotka ogłasza całemu światu, że ona tu jest i nie wiem czego chce - towarzystwa? I nie baczy na to, że zdradza swoją obecność a po drugiej stronie drzwi stoi rezydent i słucha tego koncertu ogłupiały. Żona się ze mnie śmieje, że kotka mnie woła do siebie :) . A czy nie chce mnie stracić? Chyba nie - myślałem, że jak będę obok niej siedział, kiedy w pokoju będzie rezydent to będzie się przy mnie czuła bezpiecznie - nie, tak nie jest - kotka liczy tylko na siebie i jak rezydent podchodzi a ona ma do wyboru moją bliskość i 'opiekę' czy ucieczkę do pudełka to zawsze ucieknie do pudełka - a wtedy wiadomo, że to się źle kończy bo jak ktoś ucieka to ten drugi automatycznie zaczyna gonić. Czy to hormony? Wykastrowana była a połowie października więc to pół roku temu.

Generalnie kotka jest świetna - taka moja rybka Dory w stylu "cześć! kocham cię" a za chwilę "przepraszam pan tu nie stał! nie znamy się" :) - i widzę, ze idzie ku lepszemu i będzie bardzo świetna - myślę, że za pół roku czy rok i z dzieciakami by nie było problemu - nikt na nią nie naciska i czas dla nas nie jest problemem jeśli by była jedynym kotem w domu. Problemem jest relacja: rezydent-kotka i jej strach - tak jak dziś syn podszedł do niej i został osyczany (jak dla mnie bez powodu - tylko z powodu swojej obecności) tak samo jest z rezydentem kiedy do jej pokoju wchodzi - od razu z daleka jest osyczany (za to że się pojawił na horyzoncie), następuje schowanie w pudełku, a jak rezydent podchodzi bliżej to następują buczenia, a ostatnim etapem są łapoczyny (raz inicjowane przez jedną stronę, raz przez drugą). Chyba widać, że praktycznie nie ma różnicy czy podchodzi do niej słabo znany domownik (bo żonę już zna lepiej) czy rezydent - schemat jest ten sam - schowanie i osyczanie- z tą różnicą, że domownicy odpuszczają w takiej sytuacji kontakt a rezydent nie odpuszcza. To nie byłoby dobre kocie życie kiedy by te 2 koty żyły osobno w domu - kotka zamknięta w jednym pokoju i zawsze z niepokojem wpatrująca się w drzwi (nawet teraz jak to piszę to leży na kanapie i patrzy na drzwi) - a rezydent mający zakaz wejścia do tego pokoju a i tak próbujący go złamać aby jednak do niej wejść - poza tym nikt by tego nie upilnował i od czasu do czasu dochodziłoby do spotkania skutkującego najprawdopodobniej bójką (zresztą koty to inteligentne zwierzęta - rezydent już kilkukrotnie włamał się do pokoju kotki łamiąc moje wydawałoby się przemyślne zabezpieczenia).

Tak jak pisałem - ciągle się staramy o dokocenie ale priorytetem jest dobro kotki i jej dobra przyszłość - jak nie u nas do gdzieś w fajnym domku - koniecznie z informacjami zwrotnymi do nas co tam u niej będzie słychać...
Dynastia
Agilisowy Rezydent
Posty: 1095
Rejestracja: 11 sie 2020, 16:07
Płeć: mężczyzna
Skąd: Poznań

Re: Jak znaleźć dobry dom dla kota?

Post autor: Dynastia »

Tak jak pisałem - mogę się odnosić tylko do moich doświadczeń. Dorzucę jeszcze jedno odnośnie poczucia bezpieczeństwa kotki przy Tobie. Ono na pewno jest - inaczej by nie siedziała. Nasza czwórka jest raczej zgodna, acz zdarzają się czasami małe polowania czy kłótnie o miejscówkę. Gdy sytuacja robi się nerwowa, pojawi się niespodziewanie osoba - nawet znakomicie znana, albo nagły dźwięk, wyedy, nawet kot który leży „bezpiecznie” przy którymś z nas, zdecydowanie zmienia miejsce, a właściwie ucieka.
Zablokowany